Jeżeli czas jest względny i zależy od prędkości

A nie wiadomo w ilu układach inercjalnych się znajdujemy. I z jakimi prędkościami poruszają się względem siebie. Niby astronomowie coś nie coś wiedzą. Ale na temat czarnych dziur są tylko teorie. Jeśli na dobrą sprawę nie wiemy, czy istnieje jakaś najbardziej zewnętrzna sfera, to my jestesmy uwikłani w strzałkę czasu, która może być mocno tailored, dopasowana do naszego układu wzajemnych oddziaływań ciał niebieskich. A jeśli tak, to ogólna macierz wyjściowa do pojęcia czasu, ogólny schemat abstrakcyjny i pewnej rzeczywistości fizycznej. Chuj wie, czy matematyzowalnej. Może generować różne pojęcia czasu, różne formy czasu i wynikające z tego inne wielkości. Przez co pojęcie podróży w czasie jest anachronizmem. Musimy poszukiwać bardziej ogólnej algebry pojęcia czasu. Jak sigma ciało itd. Topologia jest dobrym kierunkiem, bo uogólnia nawet to, co nie ma odpowiednika dostrzegalnego w mikro i makroskali. Ale kurczowe trzymanie się pojęcia czasu czy prędkości, gdy odrywają nowe rzeczy, coraz trudniej wszystkie jednocześnie wytłumaczyć używając starych pojęć. Kiedyś nastąpi przejście do nowych pojęć. Ciekawe kiedy to w szkołach nastąpi. Ja nauczyciela fizyki w podstawówce zaginałem, aż mi samemu głupio było. Problem w tym, że gdy ma się rozległe przemyślenia jeszcze w podstawówce, nie znając jeszcze wszystkiego, co znają nie tylko uczeni, ale choćby nauczyciele, niekiedy się ośmieszamy. Ludzie się nauczyli wtedy zastanawiać nad każdym moim zdaniem, czy czegoś nie „wymyślam”. Jak zahipnotyzowani. Minęło od tamtego czasu ponad 20 lat, a ja cały czas  czytam. Ale niekiedy nie. Ja pewne intuicje sobie dawno temu rozwinąłem. Do dziś w żadnej książce i nie trafiłem na bardziej ogólne pojęcia, niż te, które sam bardziej czuję, niż rozumiem czy dostrzegam.

W psychologii nie było już dla mnie nic inspirującego. Miałem wielkie plany, ale szybko się zniechęciłem. To mi zaczęto kraść garściami, a ja odkryłem, że ci ludzie już więcej nie umieją, że za dużo się nauczyłem. Rok temu wywiozłem ten segregator, w tym roku z powrotem przywiozłem, ale nie ma co czytać. Szczytem bezczelności jest namawianie człowieka do pracy za darmo, bo ludzie niby z wielkimi tytułami i osiągnięciami, a grosza nie umieją zarobić, kombinują, wyłudzają granty, aż w końcu tworzy się mafia.