Zagadki

Mimo że mieszkam tu już kilka lat, to jest to teren, który już wiele razy zmieniał właścicieli. Nawet byli oni różnej narodowości. Z Niemiec, ze Wschodu, ze Śląska. I wykonując dosłownie setki prac porządkowych, ogrodniczych, związanych ze sprzątaniem, naprawianiem uszkodzonych elementów domu, ogrodzenia, modyfikując coś lub dodając, odkrywam ślady i tajemnice, które napawają mnie niepokojem. Sam teren, grunt, głazy granitowe, procesy wietrzenia, osuwania się gruntu wymagają planowania w skali wielu lat prac i nakładów, o których się nie myśli na innym terenie. Jako osobę z żyłką inżynierską pasjonuje mnie wiele rzeczy. Bo tutaj są setki problemów do rozwiązania, ale i wiele do wykorzystania, czy odkrycia, czego próżno szukać gdzie indziej. Znam historię domu, jego poprzednich właścicieli. Dużo historii. Historie życia są długie, niekiedy straszne lub przytłaczające. Wżywając się w takie miejsce, zaczynając pisać samemu jego historię, przejmuję również element dużego kawałka życia ludzi, których siłą rzeczy poznałem, co nie zmienia faktu, że to i tak byli obcy ludzie. Pozostaną jak każdy w dużym stopniu i tak tajemnicą, w porównaniu z tym, czym się podzielili czy co niekiedy przypadkiem odkryłem. Dociekanie na podstawie tylko śladów aktywności nie ma sensu. Nie podchodzę do tego miejsca jako śledczy. Chciałem je przystosować do swoich potrzeb bardzo optymistycznie, doszukując się mimo tego, jak wiele to miejsce wymaga ode mnie cały czas pracy i wysiłku, tego, jest solidne, trwałe, dowodzi poświęcenia, oddania, serca włożonego w to miejsce. Ale są momenty, które budzą grozę. W 2014 r. zmarł mój kot. Został od razu bez mojego udziału pochowany na działce mojej siostry. Wiosną 2015 r. zaprzyjaźniając się z Syryjką Mają, pytałem jej trochę w żartach, czy nie pomogłaby mi przy ekshumacji tego kota. Nie chodzi o to, żeby się jakąś znajomością wysługiwać. Po prostu podłożem znajomości była psychologia kliniczna i wiedziałem, że akurat ta osoba to, co napisałem pół żartem, ale też pół serio zrozumie. Że po prostu odkopanie z ziemi mojego ukochanego kota, po którym płakałem kilka miesięcy. Niekiedy nie płakałem, ale nie mogłem się podnieść z łóżka. Były oczywiście osoby, które mi pomagały. Rozmową. Np. Dagmara. Nie wiem, ile wymieniliśmy wiadomosci. Tysiące. Ale przyszła wiosna. I problem był nadal hipotetyczny. Czułem się ociężały do tego zadania. Ale przytyłem, co widać nawet na warsztatach akrobatycznych z Londynu na zdjęciach z wiosny 2015 roku. To wszystko to oczywiście skutki stresu. I depresji. A przyczyn było wiele. Na krok wykopania szczątek kota zdecydowałem się dopiero późną jesienią 2017 r. A właściwie już zimą. Przekopałem kawał terenu z każdej strony miejsca, gdzie został pochowany może o szerokości 1 metra dalej, niż należało się spodziewać. Znalazłem tylko jedną długą jakąś kość udową i małą kostkę prawdopodobnie kręgu. I dalej rzeczywiście wiele kości, ale w nieco innym miejscu. Pewnie jakiegoś psa. Zabrałem też bardzo ciężki nagrobek. I przyjechałem z tym 80 km od mojej siostry do mnie. Zacząłem najpierw kopać pod sosną. Ale znalazlem masę kości bardzo płytko pod igłami z choinki i odrobiną ziemi. Przeraziło mnie to, bo nie spodziewałem się tego znaleziska i szybko zakopałem je z powortem w tym samym miejscu. Poprzedni właściciele mieli psy. Ale ja nie jestem pewien, czy to były kości psa. Gdy zadzwoniłem do mojej siostry, to mi tylko powiedziała „weź mnie nie strasz”. Ale wcale nie miałem ochoty na kawały. Naprawdę zrobiło mi się zimno i nieswojo. Nagle poczułem, że to miejsce jest nadal obce i skrywa przede mną wiele tajemnic. Dzisiaj z kolei rozładowuję emocje setką prac w ogrodzie. Robię tysiąc rzeczy na raz, więc i jestem czasem wieczorem naprawdę zmęczony. Ale przez jakieś 8 miesięcy w tej miejscowości nie da się właściwie zrobić nic na zewnątrz. Albo jest mróz albo śnieg albo burze. Tu wszystko trzeba zrobić na czas najpóźniej do października. A potem jak będzie pogoda to ok. Ale może jej nie być nawet do kolejnej wiosny. I trzeba się z tym oswoić, że tak tu jest. Ale lato chłodniejsze za co uwielbiam moją miejscowość.

Dzisiaj rozprawiłem się z jakimiś 5 paletami.

Ale wracając do uczucia grozy. Dzisiaj. Kopiąc ziemię w zupełnie nowym miejscu pod fundament nowych elementów w moim ogrodzie na bardzo dziwnej głębokości – ok. 40 cm. Tu normalnie między pół metra a metrem zaczynają się głazy,  jak to określił poprzedni właściciel „wielkości stołu”. A ja tymczasem na dość dużej już głębokości natrafiłem na gumkę od majtek albo używaną przy innego typu bieliźnie. Np. damskiej. I znowu czuję się nieswojo. Muszę się chyba zaprzyjaźnić z jakimś emerytowanym policjantem z okolic. Jeśli ktoś myśli, że skoro rozumiem, co się dzieje na świecie przykładowo po 2000 roku. To nie znaczy, że mogę wyobrazić sobie życie na trudnym terenie np. w latach 70. Nie mogę. Gdybym chciał naprawdę zacząć rozwiązywać jakieś stare zagadki. Musiałbym mieć przyjaciół wśród dużo starszych generacji. Ponieważ mnie tysiące rzeczy pasjonowało, to owszem znajomych, przyjaciół miałem wśród ludzi z doslownie wszystkich żyjących generacji. A ponieważ tutaj, gdzie mieszkam od jakiegoś czasu, jednak taką historią się nie zajmuję. Nie mam wiedzy. To mogę poczuć się tylko nieswojo.