Poszukiwanie dobrobytu, normy społeczne i patologia społeczna

Skojarzył mi się przypadek choroby afektywnej dwubiegunowej, o którym opowiadała mi moja b. żona. Kobieta miała bogatego męża i chorowała z nudów, pustki i braku kontaktu z rzeczywistością z powodu nadmiaru pieniędzy. Gdy chodziła po Galerii Mokotów, to nadawała własne nazwy wszystkim znanym markom. I sprawiało jej to radość, ale nie widziała, jakie to reakcje wywoływało nawet u jej „znajomych”. Są naturalnie takie przypadki osób, że gdy w sposób wyraźny tracą kontakt z rzeczywistością, to „znajomi” udają, że wszystko, co robi taka osoba jest normalne dla nich. Mógłbym rozwodzić się na temat tego, co jest przykładowo normą w Czechach, w Niemczech, w świecie akademickim, w Warszawie, w Szklarskiej Porębie i różnych grupach społecznych, warstwach itd. w różnych miejscach, jakie bliżej lub gorzej znam. Zdarzają mi się czasem lawiny pytań i wycieczek osobistych i czasem jestem szczery do bólu, żeby ośmieszyć jakąś srokę, a czasem wymyślam sobie odpowiedzi. Nie to, że one są nieprawdziwe, ale czasem istotność tego, o czym mówię, jest nieadewatna np. do pytania. Nie chcąc być w swoim odczuciu chamski, zbywam natarczywą osobę. Chociaż w głowie raczej mam już nieprzyjemne myśli. Gdy taka osoba np. przestaje mnie nagabywać, to chciałbym następnym razem np. nie wpuścić jej do domu, choć np. muszę. Albo zbudować wokół domu taką głęboką fosę z aligatorami, jak D. Trump miał taki pomysł. Jego komentarz do zachowań na moście w Londynie nie o zwierzęciu, lecz zwierzętach, powinien pozostać znaczący. I w kontekście tego, że po moich doniesieniach władzom USA, Polska na pewno nie dostanie dodatkowych funduszy na wojsko. Polakom nie należą się przede wszystkim żadne pieniądze. Człowiek najpierw musi nauczyć się życia w świecie, skomplikowanym świecie, jaki mamy dzisiaj i w nim pracować. Jak słucham tego, co jest pracą dla ludzi np. w Szklarskiej Porębie, to… nie różni się to od podejścia do pracy np. w Warszawie. Ale sposób myślenia, że masz gdzieś chodzić i mamy widzieć, gdzie chodzisz i choćbyś siedział tylko na dupie, to ważne, że gdzieś chodzisz i my to widzimy, to jest ten sam schemat, co w Warszawie. I wtedy ci się należy. Ja w 2014 r. mało nie umarłem z przepracowania, a wielokrotnie gówno z tego miałem. Robię tysiące rzeczy dla siebie. Robię też takie, co do których nie spodziewam się nigdy od razu zysków. Jest zawsze setka albo więcej pasażerów na gapę i zwykłych pasożytów, którzy wykorzystując moje faktyczne zapracowanie, pochłonięcie jakimś zagadnieniem, sami coś zrozumieją w 1/4 i już gdzieś biegną to sprzedać. Czy to są zwierzęta? To są kurwa w Polsce takie zwierzęta, że aż strach. Nie mają nigdy poczucia tego, co się komuś należy, nie rozumieją i nie interesuje ich autorstwo czegoś. A gdy kradną, to wystarczy im rzucić jeszcze kurwsko chamskie, że np. ich zdaniem nie pracuję, bo nie widzą, co robię. Powinienem pewnie płyty chodnikowe albo asfalt układać w Szklarskiej Porębie, żeby było widać, że pracuję. Ale złodziejska mentalność to problem Polaków. Ten kraj był tak krótko. Sami ci buce z Wiejskiej mówią, że po raz pierwszy Polska jest przez 30 lat jako niezależny kraj. Co ci ludzie mają wiedzieć, umieć, rozumieć? Ledwie rozumieją namiastkę samodzielności, a co dopiero rozumieć, skąd się bierze dobrobyt społeczeństwa itd. Kto ma jaką wartość. Słowem, jest złodziejstwo. To nie jest tak, że ja się dzielę. Mi ludzie sami kradną. A mnie mają za wariata. Ale sami tak mają. Ja jestem sobą. To, że nie kradnę tak, jak oni, a skoro nie kradnę, to też alternatywnie nie układam płyt chodnikowych, to znaczy, że jestem wątpliwy. I się dalej szuka. Np. pani Ewelina cały czas jeszcze szuka, skąd mam. Ale żeby to szukanie nie zakończyło się na komisariacie.