Szybciej

https://wiadomosci.wp.pl/szczyrk-wybuch-gazu-zawalil-sie-budynek-6453181458355841a

W wakacje 2015 roku koparka w czasie budowy obiektu koło mnie w Szklarskiej Porębie również uszkodziła rurę z gazem. Straż Pożarna zarządziła ewakuację mojej mamy i mojej siostry z dzieckiem. Byłem wtedy za granicą. Uszkodzenie było w pobliżu, cała ulica była zamknięta. Nie wiem, od czego to zależy. Może od tempa prac, bezmyślności, braku przygotowania, czy nie studiowania odpowiednich planów przed przystąpieniem do prac. Ale to są sytuacje bardzo niebezpieczne. Zwłaszcza w górach, gdzie ewakuacja może być trudna, gdzie zimą może być utrudniony dojazd, a osoby pozbawione dachu nad głową nie tak łatwo zrozumieją, że nagle nie mają dokąd się udać. Chciałbym wyjątkowo skrytykować bezmyślność ludzi odpowiedzialnych za tą sytuację i mam nadzieję, że osoby odpowiedzialne zostaną odpowiednio ukarane. Te kary muszą być włącznie z karą pozbawienia wolności. Równie dobrze moja rodzina mogła zginąć w wyniku czyjejś nieodpowiedzialności czy niedbalstwa. To, że Straż Pożarna to są ludzie odważni, którzy jadą i zarządzają w oparciu o niepełne informacje na miejscu, to jedno. Warto zawsze uprzedzać i wzywać Straż Pożarną. Ja raz wezwałem Straż Pożarną aż z Jeleniej Góry w okolice za Zakrętem Śmierci. W bardzo brzydką listopadową pogodę byłem przekonany, że jakiś samochód wypadł z drogi i znajdował się kilkanaście metrów poniżej jezdni. Widziałem kilka takich sytuacji na trasie na Jakuszyce. Raz bardzo dużego busa, który spadł kilkanaście metrów. Nie tak, jak ja raz w Spindleruv Ml., poniżej Erlebachove Boudy na którymś zakręcie wypadłem z drogi, wpadłem do potoku i samochód uległ totalnemu uszkodzeniu, choć dla mnie sytuacja nie była ani gwałtowna, ani tragiczna w skutkach. Ale innym razem miałem mniej szczęścia. I o włos uniknąłem śmiertelnego być może czołowego zderzenia na trasie na Jakuszyce. I ja jestem zdania, żeby jednak Straż wzywać czasem nawet wtedy, gdy nie do końca jesteśmy pewni czy jest uzasadniona potrzeba. Ja być może przez to, ile miałem niebezpiecznych zdarzeń, to sam przeszacowuję sytuacje, w których nie mam kompletnych informacji. Ale z drugiej strony sytuacja, jak ta. Takie sytuacje się zdarzają, mogą się zdarzyć, wszędzie. I jeszcze fakt, że ktoś w taką pogodę, w górach, gdy jednego dnia będzie jeszcze błoto, drugiego dnia już lód, pewnie przy niedostatecznym oświetlenu, na pochyłym terenie wykonuje prace ziemne, to o jakiej odpowiedzialności tu mówimy? Ja widziałem dużo nieodpowiedzialności. Zwłaszcza tam, gdzie prace wykonywano za duże pieniądze i na tempo. Bo jest przekonanie, że jak duże pieniądze idą, jest „inwestycja”, to można wszystko zrobić tak, jak się wymarzy. A to gówno prawda. Wydać można, owszem. Ale każda praca wymaga jakiegoś doświadczenia i ludzie jednak nie potrafią zawsze uniknąć tragedii, nie znają się też na cudach, a powiedzmy sobie szczerze, że dzisiaj cudów się od każdego fachowca wymaga. Od ekonomisty, żeby wskaźniki szły w górę, jak zaczarowane, od lekarza, żeby każda jego interwencja kończyła się pomyślnie, ludzie, którzy organizują prace przy użyciu ciężkiego sprzętu, czasem z dodatkiem odpowiedniej liczby osób pracujących fizycznie są często „zarobieni” ponad normę. I nie ma norm. Gdy moi rodzice kierowali dużym zakładem na wszystko były przede wszystkim polskie normy. Normy mogą dotyczyć wytwórczości, zabezpieczenia czegoś, przygotowania, dotyczą instalacji. Albo przepisy. Mamy i te unijne i te krajowe. Ale jednak wiele przepisów przestaje mieć takie skutki, jakie miały kiedyś polskie normy, prawo unijne to nie jest to samo prawo, które dobrze się kiedyś sprawdzało w warunkach polskich. Ludzie dużo robią papierkowej roboty, żeby w dokumentacji się zgadzało, a tam, gdzie już idzie praktyka, tam zachowania, konkretne działania są różne. To dotyczy każdej dziedziny życia. Ale zwłaszcza jako psycholog, wrażliwy na punkcie ogólnie zjawiska, jakim jest norma. Czy to norma społeczna, czy norma zdrowia psychicznego, to ma to przełożenie na wszystko. Na to, jak rozumie się coś, co się robi, na ile dużo wglądu ma osoba, która coś wykonuje, czy robi to szybko, czy robi to starannie. I ludzie się różnią mocno pod wieloma względami, a firm jest dzisiaj dużo. Znają się na wszystkim czasami, a przecież wiemy wszyscy, że to są pozory. Nakupić sprzętu za dotacje unijne czy na kredyt to żadna sztuka, bo wszystko można kupić. Ale czy ludzie naprawdę tak dobrze się na wszystkim znają? Robią wszystko z zamkniętymi oczami? Zwłaszcza tam, gdzie wydarzy się katastrofa budowlana, często wychodzą nie tylko uchybienia formalne, ale to było już przy budowie autostrad. Nie tej klasy beton użyty, przychodzi zima i most pęka w pół. To nie dotyczy tylko Polski. Na całym świecie widać te same problemy. A w Polsce jest propaganda wzrostu gospodarczego. I się napędza, nagania ludzi i to jest zaraźliwe, ten pęd. A przecież oczywistą rzeczą jest, że aby zrobić cokolwiek dobrze, to potrzebny jest czas, trochę sumienności, staranności. A o to najtrudniej i wydaje mi się, że choć widoczny jest postęp, przybywa technologii, sprzętu, to jest to postęp pozorny. Bo czy postępem jest to, że ktoś, kto wczoraj jeszcze miał kamerę, dzisiaj ma całą telewizję, bo nakupił sprzętu? Ja patrzę nieufnie oczywiście. A czy zastanawiamy się, czy nabrał odpowiednio dużo doświadczenia, gdziekolwiek? I niby wszystko profesjonalnie od strony sprzętu, a np. organizacyjnie widać, że zabrakło jakiegoś kroku po drodze, elementu koordynacji, tylko jest takie trochę uprzedzanie rzeczywistości. Otoczenie nie wzrasta w poczuciu, że coś jest, bo jest naturalnym elementem jakiegoś przykładowo środowiska miejskiego. Np. w Zawieriu pierwsza stacja radiowa pojawiła się stosunkowo poźno względem miast, które znam, które są podobnej wielkości. Też pytanie dlaczego? Tyyyle przemysłu, pracy, a czy brakowało ludzi od kultury? To nie jest takie proste. Złożone procesy kulturowe, rozwoju środowisk, ośrodków, szerzej procesy społeczne, bo to też procesy uświadamiania. Również potrzeb, których przedtem nie było. Ktoś inny organizuje wyjazdy zagraniczne, wyprawy, kursy ekstremalne. Ktoś organizował 10 wyjazdów w roku, teraz organizuje 100. Chciałem rok temu robić kurs żeglarski, ale zaniepokoiło mnie „napierdolenie” terminów, jachtów w harmonogramie i aż przecierałem oczy ze zdumienia, że jedna firma z Pomorza naprawdę ogarnia te wszystkie kursy.

Korzystałem z usług takiego molocha w dziedzinie nurkowania na Florydzie, ale tam nikt nie miał czasu, żeby ze mną dłużej pogadać, a zgodę niemal na wszystko, zgodę, że mogę się utopić, mogą mnie zostawić na środku oceanu czy nie udzielić pierwszej pomocy wypełniałem na supernowoczesnym tablecie! Może od tego właśnie rzygać mi się chciało po pierwszym nurkowaniu! Bo to nie tylko nieludzkie. To jest kurweskie. Na Majorce na te same formularze, ale nie rozbudowane o fantazję ludzi, którzy chcieliby nie ponosić już zupełnie JAKIEJKOLWIEK odpowiedzialności, miałem czas dzień wcześniej i czas na dysksuję, w Zurichu też odpowiednio dużo czasu na wszystko. Każda nowa specjalność, kompetencja – to oczywiście stres! Ale w USA, gdzie jest model korporacyjny każdego większego biznesu jednostka jest niczym. Przecież to jest dokładnie tak, jak w komunizmie! Proszę mi wytłumaczyć, tyle razy byłem, a nadal nie widzę. Co jest takiego wspaniałego w organizacji życia ludzi w Stanach Zjednoczonych. Problemów od cholery. Myślę, że D. Trump wie to doskonale, że to środowisko dalekie od ideału pod tyloma względami, że przekracza to wyobraźnię KAŻDEGO. Nie tylko jego!

Zobaczmy dzisiaj na Polskę, która małpuje Amerykę. Kursy żeglarskie. Przecież każdy z jakiejś grupy ostatecznie ma dostać uprawnienia, a nie przewidzi się pogody itd. I co? Kapitan takiego jachtu utonął podczas sztormu w Kłajpedzie w tym roku. Gdy telefonowałem do Danii do kilku grup pasjonatów nurkowania w Morzu Północnym, to oni mi jak powiedziałoby się XIX wieku odpowiadali – zobaczymy, jaka będzie pogoda, będą chętni, ale niczego nie obiecujemy. Może się zbierzemy za tydzień, za 3 tygodnie, a może za 2 miesiące dopiero będzie pogoda. Polaków by to szokowało, bo tu się dzisiaj robi filmy, ludzie nurkowań zaliczają setki w miesiącu, aż dziw, że nie są „na bakier” z „no dec time”. Ale to są w końcu „techniczni”. Niektórym od tej mechanizacji życia się pewnie już w mózgu „poblendowało” nieźle. Od czasu do czasu ktoś się przecież utopi i to nie na 50 metrach, ale na 150, a może nawet na 300? Co? Nie byłoby fajniej zejść na 300? Bo co, walczymy o wizerunek na Facebooku, full profesjonalizm. I ludzie umierają w młodym wieku z głupoty, na skutek wypadków, ale i z przemęczenia. Ale od strony organizacyjnej. Czy nie ma naprawdę limitów tego szaleństwa? Albo weźmy lotnictwo sportowe. Ja się tym pasjonowałem. Widziałem już w Polsce dużo szaleństwa, ale rozmach jest niezmienny. W Płocku jest już tradycją wypadek albo incydent lotniczy. W Radomiu też swojego czasu było. A w Moto Crossie? Zobaczcie, ilu ludziom było przykro! Sądzę, że gdy wyciągnięto wnioski, to teraz część tych ludzi się zamrozi, nie wyciągając ich tak naprawdę. Ale zanim był Moto Cross, to był przecież żużel. Były popularne wypadki żużlowców. Jeden kierowca rajdowy też przecież zginął na niestrzeżonym przejeździe kolejowym. Dla mnie, dla psychologa? Oczywista przyczyna. Totalne niedostosowanie, niezrównoważenie na poziomie nawyków, osobowości. Nie da się całe życie myśleć tylko szybko. Człowiek kiedyś musi myśleć też wolno. Bez tego nie uświadamia sobie wielu rzeczy. Ponieważ to szaleństwo napędzane jest w każdej niemal dziedzinie. A ja akurat znam, może nie każdą dogłębnie, ale wiele dziedzin, na tyle, by uświadmiać sobie, od czego zależy w tej dziedzinie ryzyko. I jeszcze jakiś idiota z USA szczuje, podkręca rynek pracy, że szybciej, kurwa, szybciej kurwa i szybciej kurwa? Naprawdę? A dokąd szybciej kurwa? Przyjedź do mnie do Szklarskiej Poręby, to pogadamy, jak jesteś taki mądry, szczurze pierdolony. Możcie sobie Balcerowicza opłacić. Ale nie mnie. Mój tata naprawdę czymś konkretnym zarządzał, nie stertą makulatury. Tylko były konkretne rzeczy, tysiące modułów i zawsze coś mogło pierdolnąć i raz nagrałem na dyktafon jego nerwicowy słowotok, gdy nie ogarniał. I jak coś jest skomplikowane, to wiem, że jest to skomplikowane, jak skomplikowane. I zamknijcie zwyczajnie mordy i przestańcie szczuć, że ma być szybciej, bo w końcu kogoś pierdolnę.