Smutne, że trochę zmarnowałem 2 lata życia w jednej katedrze z Markiem Chrzanowskim

Ale tam była większa patologia. Atmosfera innej epoki i czegoś takiego w sensie moralnym, czego nie umiałem do tej pory dobrze opisać. Dobre określenie z tą inną planetą. Przekonanie, że są ludzie poza światem, nie do ruszenia, „namaszczeni”, złudzenia, które na swój temat pielęgnują, jest obrzydliwe. Ale dotyczy to w ogóle każdej władzy. Władza to coś obrzydliwego dla mnie. Nie umiałem nigdy w atmosferze ludzi władzy nigdy za długo wytrzymać. Samo przekonanie, że ludzie mają się dzielić na ludzi władzy i ludzi do roboty jest dla mnie obrzydliwą ideą, która rozwinęła się w różnych częściach świata. W różnych, do różnych rozmiarów i form. Ale do dziś czuję obrzydzenie, że przez chwilę wśród tych ludzi byłem. Długo to odchorowywałem. I ogólnie też zmianę zachowania innych, wcześniej normalnych na później interesownie służalczych, podłych, podstępnych, skrycie gardzących mną. We mnie sztuczne podziały na lepszych i gorszych, rządzących i rządzonych wywołują od zawsze uczucie obrzydzenia. Ludzie, którzy głęboko się identyfikują z taką rzeczywistością, to dla mnie szmaty. I tym bardziej imponują mi ci, co patrzą mimo tego tylko prosto w serce, w to, jakim kto jest człowiekiem. To mi zawsze imponuje.