Latkowski, pedofilia, Roman Polański

Chciałbym zaapelować do wszystkich, którzy wiążą osobę Romana Polańskiego z przypadkami pedofilii, o które jest oskarżany o natychmiastowe zaprzestanie posługiwania się nazwiskiem Polański w jego kontekście, bo jest to mylące, bezwstydne i obraźliwe dla mojej rodziny i wszystkich żyjących osób, które się tym nazwiskiem posługują. Z tego, co mi wiadomo, Roman Polański od bardzo młodego wieku, zaledwie kilku lat życia, żył pod przybranym nazwiskiem na sfałszowanych papierach. I nie szukajcie, z których Polańskich on pochodzi, bo nie znajdziecie. Rodów rodziny Polański było raptem może z 5. Pięć odrębnych dużych rodzin, rodowych, herbowych. Moja rodzina żadną nadzwyczajną szlachtą nie była. Jeśli mam być szczery, drobną szlachtą, byli ci ludzie, drobnymi cwaniaczkami na Kresach, którzy z czasem doszli do czegoś. Pól uprawnych o dużych areałach, majątków, kamienic, tytułów. I perwersyjnie, gwałtem przez niegodziwców pokroju hr. Michała Tyszkiewicza usiłowano ich w czasach, gdy to naprawdę była obrzydliwa degradacja – odebrać im tytuły, uprawnienia i zrobić z nich zwykłych kmiotów. O czymś, na co sam mam w moich archiwach dokument, była sztuka teatralna w Teatrze Rampa pt. Pińska Szlachta. Oprócz mojej rodziny, jak po latach dopiero ustaliliśmy podczas poszukiwań, że akurat moi przodkowie posługiwali się herbem Pokora, było jeszcze co najmniej 4 inne herby. Jeden na ziemiach sanockich, jedna duża rodzina była z Wielkopolski i dwie jeszcze rodziny tatarskie – dwa herby, które gdzieś w XVII wieku się rozdzieliły z jednego rodu. Ja też mam tatarskie korzenie, a więc muzułmańskie, ale nie po Polańskich, ale po mojej prababci Jadwidze z domu Szyjkowskiej z Nieświeża, która była oprócz tego ludową znachorką i leczyła modlitwą, ziołami, woskiem, czarami i sugestią choroby psychiczne na Kresach Wschodnich i leczyła ludzi bardzo skutecznie. Dom był pełen prezentów, a ludzie przyjeżdżali na furmance związani, a wychodzili o własnych nogach. Nie wiadomo, do końca, na czym jej dar polegał, ale ja sam taki dar posiadam i też nie wytłumaczę na czym ten ogromny wgląd, szósty zmysł polega.

Chciałbym podziękować p. Latkowskiemu za nie wymienianie Romana Polańskiego w filmie. Ten człowiek zasługuje na oddzielny film. Wiele powstało jeśli nie filmów, to materiałów na temat tego, w co był uwikłany, ale stał się też ofiarą nienawiści. Jego żonę i kilku przyjaciół zamordowano brutalnie pod jego nieobecność przez sektę Ch. Mansona. Roman Polański jest trudny w ocenie ze względu na niewyobrażalny, nieporównywalny bagaż przeżyć. To człowiek, który całe życie skazany był na ucieczkę. W tym kontekście, ale zupełnie jako psycholog mogę zrozumieć jego perwersje, zdezorganizowane zachowania w kontekście seksualnym. „Przeruchać” kogoś, odebrać godność, włożyć chuja w dupę, to symbol złamania czyjejś psychiki, odebrania godności, którą i jemu odebrano. I takie zachowania choć szokujące, tak wobec mnie zachował się sam Andrzej Duda. Takie zachowania są szokujące, ale da się je też zrozumieć. Są na ogół efektem tego, że tej osobie ktoś, może wiele osób i może wielokrotnie zrobił coś podobnego. Wtedy ktoś taki całe życie nie może się pozbyć bólu, wstydu. Osoby, które same coś przeżyły traumatycznego, stanowią zagrożenie, że „podzielą się” traumą z innymi, ale mylicie się, gdy myślicie, że ktoś otworzy się i opowie o traumie. Tzw. mechanizm transmisji traumy to bardzo podstępna rzecz, która dzieje się w psychice osoby wykorzystanej, straumatyzowanej. Taka osoba dąży, czasem niestrudzenie, całe życie, żeby komuś innemu, bezbronnemu, jak niegdyś ona, uczynić to samo. Roman Polański był Żydem, wielu Żydów po wojnie miało traumy. Wielu Żydów możemy z powodzeniem podejrzewać o podobne skłonności. Zachowania. Dwie osoby o ogromnym autorytecie, jedna publicznie w sytuacji, że nie mogła powiedzieć, czegoś, co by ją skompromitowało, druga o ogromnej wiedzy, ale prywatnie. Dwie osoby niezależnie powiedziały mi o tym, że za morderstwem, brutalnym morderstwem 15 letniego syna Bolesława Piaseckiego, szefa daw. ONR, stał dawny przywódca Powstania w Gettcie Warszawskim i później kardiochirurg Marek Edelman.

Wracając do pedofilii. Chciałbym uprzejmie prosić wszystkich, którzy przywołują nazwisko reżysera Polańskiego i skracają swoje myśli, wypowiedzi często łącząc dwa słowa Polański – pedofil, żeby stosowano właściwie i jednoznacznie kontekst, o kogo naprawdę chodzi. I że tak naprawdę ten człowiek nie jest z rodziny Polańskich. W mojej rodzinie Polańskich herbu Pokora nie było, o ile mi wiadomo ani jednej osoby podejrzewanej, oskarżonej czy skazanej za pedofilię. Nie oznacza to, że zakładam, że na pewno w mojej rodzinie nikt nie był pedofilem, ale o takich przypadkach, przynajmniej mi nie wiadomo. Moja rodzina jest ogromna. Po II wojnie światowej, a mój dziadek miał jeszcze 7 rodzeństwa, całe rodziny przeprowadzały się na Warmię – w okolice Olsztyna, do Kotliny Kłodzkiej, Głogowa, w okolice Zielonej Góry, do Wrocławia. Znane mi są patologie i w tej rodzinie. Ale nie takie. Przykładowo jedna moja ciotka z Wrocławia jako młoda dziewczyna wyszła za mąż za starszego sędziego, był wtedy wieku mojego dziadka, a ona była córką mojego dziadka najstarszej czy brata? Między nimi była ogromna różnica wieku – rodzeństwem, a to była starszej siostry córka. I dzięki małżeństwu ze starszym może 20, a może i 30 lat mężczyzną, żyła we Wrocławiu dostatnio i gdy dowiedzieliśmy się o jej istnieniu kilkanaście lat temu, to żyła nadal, już na emeryturze, jak wielka dama, ale rodzina była może i na Kresach bogata, ale liczna i ogromnie na repatriacji straciła. I stąd akurat ta osoba, w dość dyskusyjny sposób zmieniła swoje położenie, upokorzenie repatriacją, ale siostra mojego taty przykładowo źle to wspominała. Kiedyś ta ciotka z tym mężem ją odwiedzili i różnica wieku tak po prostu na oko, to była po prostu, jakby to powiedzieć. To było więcej niż, że coś jest nie tak, nietakt. To było jakieś nadużycie.

Przykładowo mój tata wszystko, co w życiu osiągnął, do czego doszedł, również finansowo, doszedł własnymi rękami i ciężką pracą. I choć jest szczodry, może miał też słabość do dzieci, czasem do biednych dzieci. A o ile mi wiadomo pedofilem też nie był. Przyjeżdżał z pracy fizycznej w Niemczech, to rozdawał to, co kupił również dzieciom z osiedla, bo tak miał, że się dzielił, a to była końcówka lat 80. i wtedy niczego takiego, co on mógł w Niemczech kupić, w Polsce jeszcze nie było. Mój tata nie raz pytał swoje siostry, dalszą rodzinę o zachowania ich rodziców, w ich rodzinach wobec dzieci. Też na punkcie tej całej fali pomówień, posądzeń o pedofilię stał się przewrażliwiony wiele lat temu na tym punkcie. Ja sam miałem z moim tatą bardzo bliski kontakt, spałem z nim w jednym łóżku. I gdybym ja miał z punktu widzenia tego, co niektórzy psychologowie, zwłaszcza żydowskiego pochodzenia, opowiadają o tym, co jest dobre, a co złe, to pewnie z 70% z nich, gdybym zaczął szczegółowo o moich relacjach z ojcem opowiadać, dopatrzyłoby się w niektórych sytuacjach być może tła pedofilskiego takich, a nie innych zachowań. Ja z psychologami nigdy dlatego na te tematy nie rozmawiam. Sam mam wystarczającą wiedzę, zwłaszcza dziś, by ocenić moje bliskie relacje, zwłaszcza wczesne relacje z rodzicami, zdystansować się do tych, co mieli np. interes w tym, by poróżnić mnie z moim tatą i znaleźć w jego zachowaniu jakąś próbę osaczenia mnie. Widziałem czasem z perspektywy czasu zbyt wiele miłości. Ale to nie jakaś seksualna obsesja mojego ojca mnie emocjonalnie osaczała, ale miłość i nadopiekuńczość, bo nadopiekuńczą relację, to ja miałem z moim ojcem, a nie z matką. Moja mama nie umiała tak łatwo wyrażać uczuć, jak mój tata. Ale to nie oznacza, że lepszy kontakt emocjonalny z tatą miał wpływ na to, że dzisiaj akurat jestem gejem. Mam dobry kontakt z innymi mężczyznami, ale gejem nigdy nie byłem i nie jestem. Na różnych etapach kontaktów z rówieśnikami miałem więcej może swobody, może głupich zabaw, zachęt. Nie brzydziłem się innych ludzi, zwłaszcza w moim wieku jako dziecko. I gdybym miał być homoseksualistą, to pewnie bym o tym dawno wiedział. Samoświadomość mam dużą. Ludzie po prostu nie rozumieją tego, jak wiele ciepła przekazała mi rodzina, z której jestem i to jest rodzina Polańskich. Sądzę, że Roman Polański, który posługuje się nazwiskiem naprawdę dobrej rodziny, nie powinien nigdy był przynieść wstydu temu nazwisku, a już na pewno nigdy to się nie powinno powtórzyć. Mimo że jestem z dobrej rodziny, w Polsce, polskich rodzinach, kontaktach uczuciowych widzę tak wiele patologii, że niech nikt się nie dziwi, że już lata temu zdecydowałem się, że zostanę psychologiem klinicznym. Z jednej strony wiele tego, co prawidłowe wyniosłem z domu, z drugiej strony zawsze wokół mnie działa się jakaś patologia. I dlatego nie mylcie tego, że jeśli jestem świadomy patologii, to na pewno wszystko to działo się w mojej rodzinie. W mojej rodzinie zdarzały się sytuacje dramatyczne, patologiczne. Pewnie jak w każdej. Ale suma moich doświadczeń to w ogóle wszystko, co mnie otaczało, działo się wiele też zła i patologii, a że jestem wrażliwy, to w identyfikacji tego stałem się specjalistą i być może w widzeniu niektórych spraw nie mam już dziś sobie równych.

Jeszcze raz dziękuję TVP za nie odmienianie nazwiska Polański przez wszystkie przypadki. Gdyby rzeczywiście istniały przesłanki, dla których to nazwisko powinno się źle kojarzyć, to powinno się źle kojarzyć. Ale często ja obserwowałem, że np. jakaś osoba weszła do naszej rodziny poprzez ślub. Zmieniła nazwisko, z drugiej strony była źródłem złośliwych uwag, przykrości czy udręki, dla kogoś, kto się już w tej rodzinie urodził. Zawsze będę wyraźnie widział, że urodzić się z określoną tożsamością, a ukraść, przybrać, wżenić się, to są dwie zupełnie różne sprawy, które ja zawsze bardzo wyraźnie widzę i rozróżniam.

Uważam, że największy problem z tego gatunku jest taki, że ludzie – obojętnie kim by nie byli np. w Polsce – Niemcami, Ormianami, Rosjanami, Żydami, wstydzą się pochodzenia, boją się ujawnić swoje pochodzenie tak bardzo, że gotowi są zamordować człowieka, 1000 wrogów Polski, przybrać nowe nazwisko polsko brzmiące, ufarbować włosy, by być bardziej polskim od Polaków. A nie potrafią z drugiej strony zrozumieć, kim są, ocenić realistycznie, jakie jest ich pochodzenie i jednocześnie będąc dumnymi z bycia nie tylko Polakami, ale np. też Żydami, jednocześnie wiedzieć, za jakie własne czyny są godni uznania za bycie akurat Polakami. Z tym wielu ludzi ma problem. Wielu mimo ogromnych osiągnięć, zasług właśnie dla Polski, boi się otwarcie mówić o sobie, kim się jest. Wstydzą się tego, że z pochodzenia nie są do końca Polakami. Godzą się na standardy, że szuka się prawdziwych korzeni, a nie patrzy co człowiek tu i teraz i dla kogo robi. Jeśli działa dla dobra Polski dziś, to choćby był Żydem, zasługuje na miano bycia Polakiem. Nikt co do tego nie powinien mieć wątpliwości, no chyba że ktoś jednak jako Żyd, wyraża mniej, bardziej bezpośrednie inicjatywę swojej grupy, jest tak lojalny wobec tylko innych Żydów, że dosłownie depcze po interesach Polaków, ich wartościach, mało tego, czasem lękach, nadziejach i jeszcze miesza się do polityki. Taką osobę, chcę zapewnić, prędzej czy później ktoś zdejmie ze sceny. I proszę mi wierzyć, wydarzy się to w najmniej oczekiwanym momencie.

A do Pana Dudy jeszcze raz. Apeluję o rachunek sumienia i samodzielność. Proszę nie próbować mi się podobać. Proszę też nie zachowywać się, jak mój najstarszy brat. Własną głowę przewietrzyć, wyznaczyć sobie swój kierunek myślenia i nie oglądać się co powiem, co pomyślę. Nie być złośliwym, bo zareaguję tak czy tak, tylko w głębi przemyśleć, rozważyć wszystkie za i przeciw w tej roli, w jakiej Pan aktualnie jest, wyciągnąć wnioski z błędów, żeby jeden człowiek drugiemu człowiekowi nie wcinał się, nie przecinał, nie dorabiał komuś motywów, ideologii, nie zmieniał świata, nie przekształcał całych sieci społecznych, relacji. To jest naprawdę złem. Choćby podłożem moich relacji było oglądanie roślin i ptaków, naprawdę nic do tego ani Prezydentowi RP ani prezesowi partii politycznej. Gdybyśmy się skądś znali, to co innego. Wiedzielibyście bliżej, rzeczywiście, jakim jestem człowiekiem, i na co naprawdę wobec mnie można sobie pozwolić. A takie ocieranie się na podstawie tego, co można podejrzeć, przeczytać, jest niegodziwe. Gdy się człowieka nie zna, naprawdę, żeby się prędzej czy później nie sparzyć, nie zdziwić, proponuję, żeby zachowywać się tylko grzecznie i tylko z dystansem.