Mocne zaklęcie

Umieraniu poświęconych jest wiele utworów Roberta Gawlińskiego. Gdy miałem 15 lat, lubiłem te utwory, są niby każdy o czymś innym, ale tak naprawdę wszystkie są o tym samym. Jednych ludzi pewne przeżycia uskrzydlają, dla innych są rodzajem głuchego ciosu od losu. Gdy widzę sam lyrics to nawet uśmiecham się ironicznie. Widząc sam tekst, gdy muzyka w głowie cichnie, dopiero dostrzegam, że jest nieco histeryczny, melodramatyczny. Ja patrząc przez teksty tego artysty domyślam się, jakim on musiał być tchórzem, że aż tyle musiał potem piosenek napisać. Chłopie, kupić sobie willę pod Warszawą za Baśkę, ale stchórzyć wtedy, gdy widok dziewczyny spowodował, że czujesz jakbyś umierał, to inny kaliber. To pierwsze niektórym z nas się uda. Nazywa się to pomyślnością, powodzeniem, szczęśliwością. Wielu to się nie uda. Ale dać dupy w tym drugim, ale chwalić się za Baśkę. Był czas, że czułem się jedyną osobą, która Roberta przejrzała. O co w tej jego twórczości chodzi. Te jego utwory to jeden wielki żal. Nieszczęśliwy lament i histetia nad własnym tchórzostwem.

Wilki – Eli lama sabachtani

Z Tobą odeszły anioły
Jest noc w ogromnym domu
Umierałem i wołałem do nich
Nie ma nas, nie ma nas

Nie ma nas…

Płynie miasto a ja w nim tonę
Białe mury upadły i koniec
Brud dookoła i sam na ulicy
Kiedy krzyczę, kiedy krzyczę

Nie ma nas…

I tak wszystko to co mamy jest w naszych sercach

Nie ma nas…

Eli Lama Sabachtani, eli, eli…

Z Tobą odeszły anioły
Z Tobą odeszły anioły
Nie ma nas, zostałem sam, sam
Zostałem sam, sam…