Ja wciąż nie rozumiem, dlaczego jakiś czas temu pewna osoba zatrudniona na lotnisku zrobiła dla mnie coś, za co mogła stracić pracę, a zrobiła to, żebym nie stracił czegoś, co dla mnie mogło stanowić symboliczną wartość

Zastanawiam się tylko czy:

  1. Ludzie naprawdę mnie tak znają albo rozpoznają (motyw bardziej atrybucji właściwych dla mnie, znajomość moich cech, czegoś na mój temat, motyw egotystyczny).
  2. Czy mam w sobie cechy, coś, co wskazuje na to, żeby na wszelki wypadek się ze mną liczyć (tu z kolei motyw ogólny, hierarchia społeczna jednym słowem, liczenie się bardziej z tymi, którzy kojarzą się z tymi, którym należy choćby w subtelny sposób, ale okazać, że się z nimi liczy, bo tak się kojarzą albo tak uosabiają jakieś cechy; czyli jakby tu nie trzeba znać natury człowieka; dobre rozróżnienie między 1 a 2 na badanie psychologiczne w stylu osobowość człowieka vs. władza np. dystans władzy wg. Hofstede – w kulturach indywidualistycznych jednak niezależnie kto to, to szukamy czegoś indywidualnego i cech osobowości, w kulturach kolektywistycznych nie pytają cię o imię, tylko walczą z ostrym cieniem mgły…).
  3. A może jednak to cecha moich emocji. Dość łatwo mi być autentycznym emocjonalnie. To wbrew pozorom nie jest banalna sprawa. A już osoby szkolone do wykrywania kłamstwa przeżywają katharsis, gdy mnie kontrolują, bo nie muszą się za wiele doszukiwać. Wtedy np. coś, o czym ze względu na dobro kogoś, kto mi pomógł jakiś czas temu, nie napiszę, stanowi coś w rodzaju nagrody, którą mi te osoby przyznają za bycie szczerym w sytuacji, w której najwidzoczniej większość ludzi, mimo ciążącym na nich obowiązkom, karom, nie przychodzi łatwo, a może wcale.
  4. Nie lubię rozpatrywać zbyt egocentrycznych przesłanek. Nie dlatego, że nie lubię się skupiać na sobie, ale jestem dobrze wykształcony. Z reguły zbyt egocentryczne przesłanki z punktu widzenia prawdopodobieństwa zaistnienia takich przesłanek, sama wiedza psychologiczna podpowiada, żeby nie brać ich pod uwagę, ja po prostu nie biorę ich z powodu wykształcenia. W ten sposób na ogół też łatwo przychodzi mi odróżnianie psychologów od np. pracowników TVP chociażby. Ja przepraszam, jeśli tzw. osoby medialne czują się bez końca urażone tym, co mam bez końca do powiedzenia. Ale ja jestem z innej bajki. Ja jestem ze świata introwertyków, choć przychodzi mi po jakimś czasie treningu pewna łatwość zachowywania się, jakbym taki nie był, ale wtedy z kolei muszę przynajmniej wiedzieć, jak długo muszę tak udawać, bo o północy najpóźniej chcę iść już spać, a rano wstać i znów być sobą, a nie Polakiem albo chuj wie, kimś innym, niż ja sam. Ja w całym swoim życiu nie pamiętam dnia, żebym był kimś innym, niż sam jestem. Choć bywało ciężko, gdy ktoś uporczywie to moje Ja usiłował mi w imię w sumie chuj wie czego, np. SGH, ale jednak odebrać. Gniewaliśmy się.