Marzy mi się nieco inny pokaz

Szukamy kontorsjonistki. Czarnej jak noc. Wymalowanej, wkurwionej bez granic. Pewnej siebie, która wie, że dla wielkiej sławy wygnie się i ugnie, jak łuk. I ona wchodzi do tego specjalnego pudełka. Ale tu nie ma magii. Rysiek zainstalował prawdziwy ładunek wybuchowy. Tylko silny na tyle, by klatkę z babą porwać w drobne kawałki, ale widzów dosięgnąłby ledwie podmuch powietrza. Gdy dotrze do nich, że to był prawdziwy wybuch, że dostali w twarz kawałkami ludzkiego mięsa, wtedy otworzyć szeroko wyjścia z cyrku, żeby się nie pozabijali, chcąc złapać świeżego powietrza. Tak, jak Zdzicho opowiadał mi o ścieżce zdrowia dla pracowników kontrwywiadu. Jest ich kilka. Jeden tor, to ciemne pomieszczenie, gdzie słychać huki, można dostać w twarz kawałkami mięsa, a na koniec wypada się przez dziurę na światlo dzienne leci z góry na materac. To tym razem mięso byłoby prawdziwe. I baba prawdziwa. Wszystko byłoby takie prawdziwe i działoby się w najbardziej samiutko prawdziwy sposób. Ta baba guma poleci razem z kawałkami szklanej ścianki. Tylko nie napisałem jeszcze, że ta baba guma jest tu gruba. I jest guma, bo uparła się, że będzie gruba, a mimo to guma.