Privacy policy

Polityka prywatności / privacy policy

Kim jestem / Who am I?

Adres mojej strony internetowej to: http://mikepolanski.com. My website is my private blog mikepolanski.com

Jakie dane osobiste zbieram i dlaczego je zbieram / What personal data I collect and why?

 

Komentarze / Comments

Nie dotyczy. N/a

Media

Nie dotyczy. N/a

Formularze kontaktowe

Nie dotyczy. N/a

Ciasteczka / cookies 

Nie dotyczy / not applicable to visitors of my blog

Osadzone treści z innych witryn / contents from other websites usning ‚iframe’ module

Artykuły na tej witrynie mogą zawierać osadzone treści (np. filmy, obrazki, artykuły itp.). Osadzone treści z innych witryn zachowują się analogicznie do tego, jakby użytkownik odwiedził bezpośrednio konkretną witrynę.

Witryny mogą zbierać informacje o tobie, używać ciasteczek, dołączać dodatkowe, zewnętrzne systemy śledzenia i monitorować twoje interakcje z osadzonym materiałem, włączając w to śledzenie twoich interakcji z osadzonym materiałem jeśli posiadasz konto i jesteś zalogowany w tamtej witrynie.

Articles, entries and pages on my blog may contain embedded videos, music songs, photos, formatted text, content from other websites, hyperlinks, referencesshort, full, abbreviated, exact links. Links can be clicked, external website may be showed in ‚iframe‚ module what means that my blog mainframe serves as a little browser to enable you to browse the content of another page where you are virtually redirected not being forced to leave my blog site and see many components of my blog still when use this way of viewing other resources of the Internet.

Analiza statystyk / Statistics, analytics

Nie używam Google Analytics ponieważ jest to dla mnie zwykłe gówno, z ograniczoną funkcjonalnością. Zbiera dane przez zewnętrzne procedury przekierowań, przekazuje dane z opóźnieniem, nie ma real time. Np. z loga widzę 1000 wejść w ciągu 10 minut, a Google Analytics pokazuje mi cały czas 0. Podobnie mam od kilkunastu lat tyle samo wyświetleń filmów na YouTube, co jest zwyczajnie przekrętem. Nawet na Vimeo mam rzekomo zero. A tym czasem na miliony ludzi i miliony kanałów, przypadkowych kliknięć miałbym co najmniej ze sto na miesiąc. Musiałbym dokładnie wyliczyć zgodnie z prawem wielkich liczb Bernoulliego i ze względu na to, że to są wszystko zdarzenia i oddziaływania zależne od siebie, to też pewne twierdzenia i matematyczne zależności dotyczące sieci dopiero pomogłyby mi wyliczć granicę pewnego błędu, szumu związanego z przypadkowymi odwiedzinami, ale ponieważ regularnie od 2007 roku umieszczam różne media na YouTube, w róznych social media, począwszy od Grono.net, Wikipedii, polskich serwisów, a tam, gdzie mam liczniki odwiedzin, przeważnie one stoją w miejscu. Dotyczy to oczywiście przede wszystkich tych gigantów internetowych. To one są przekrętem. Jednym wielkim przekrętem w każdym calu obliczony, skalkulowanym na kłamstwo, ilekroć chodzi o $$$. Co podejrzewam? Nie odbieram tego bynajmniej jako złośliwości. Wielkie firmy typu YouTube traktuję jako zwyczajne gówno, podobnie Facebooka itd. Zdaję sobie sprawę, że jeśli postrzegają mnie przez pryzmat realnych danych przepływu odwiedzających moje treści, kanały, wpisy np. jeszcze na Facebooku – pod imiennym czy nickname’owanym kontem, to te liczniki mam poblokowane, bo chodzi o czywiście o $$$. Jest to zapewne dla wielu z Was nieuczciwe. Ale dla mnie NIE. I nie jest to też mylące. Ja utożsamiam się w Internecie tylko z tym, co zamieszczam na niniejszym blogu. Tylko tutaj mam pełną kontrolę nad prywatnością, zawartością, treścią. Nie wymagam, nie kolekcjonuję, nie zbieram żadnych danych od nikogo. A przede wszystkich danych osobowych. Wyłączam w ogóle możliwość interakcji nie dlatego, że jestem aspołeczny, ale dlatego, że komunikacja przez Internet w tych czasach jest nieskuteczna, obarczona brakiem często prywatnych przestrzeni. Nawet na serwisach randkowych dzisiaj można mieć wyświetlane reklamy w oparciu o treści prywatnych wiadomości. Mało tego – ktoś gdzieś z administratorów zawsze będzie mieć w nie wgląd. Ja nigdy nie wymagałem, nie oczekiwałem, że Internet akurat będzie dla mnie przynajmniej kanałem do jakichś bardziej autentycznych relacji międzyludzkich. Przez jakiś czas, gdy udostępniłem możliwość komentowania na moim blogu, zacząłem doświadczas znowu najgorszych rzeczy, które był czas, gdy dostawałem spam na adres mailowy, musiałem zgłosić nawet ten fakt na policję. I w komentarzach miałem wszystko. Jakiś znajomy, który nie chciał się podpisać, wrzucił zdjęcie swojego psa, ale innym razem jakiś bot trollował mi całe serie wątków, żeby ustawiać i kierunkować moją uwagę i moich odwiedzających, zagnieżdżały się komentarze, a w komentarzach pojawiały się hyperlinki do nieznanych mi treści, do których za dostęp do nich nie jestem w stanie brać odpowiedzialności.

Na wprowadzaniu w błąd od zawsze polegały działania hackerskie. To byli zawsze mali ludzie, trolle, z ambicjami tj. jak dobra zabawa, brak wykrycia. Często ambicje były naprawdę niewielkie. Ograniczały się do złośliwych sztuczek i zagrań, które miały uświadomić komuś, że zrobienie tego czy tamtego jest możliwe. Hackerstwo zaczęło się od zabaw we wkręcanie ludzi w różne rzeczy przez telefon. Była na to specjalna nazwa – phreaking. Kevin Mitnick napisał 2 książki tylko o takich rzeczach! Dopiero później hackerami nazywano ludzi, którzy wyspecjalizowali się w określonych procederach w przestrzeni Internetu. Warto pamiętać, że M. Zuckerberg zaczynał swoją przygodę z komputerami jako aspołeczny dorastający hacker z ambicjami, tyle że z zespołem Aspergera. A mimo to, jadąc na pełnej kurwie, rozwijając biznes, wciągając w to cały świat ułożył reguły gry po swojemu na zasadzie too big to fail. Wielu dupków ceni go za to, kontynuuje tą ścieżkę jako owocną. Social media tj. Facebook nie mają de facto ani skrawka prywatności, a pisane przez nich regulaminy to zwykłe prawnicze śmieci. Wszystko, co tam się zamieszcza to jest ich własnością, co zamyka „mordy” każdemu pieniaczowi i komuś kto ma rację na dzień dobry. Każdy kto mógłby mieć o coś pretensje, dowiaduje się, że to, co tam robi nie jest jego. Tylko to jest, jak płatny dostęp do gry w chmurze, na serwerze. Ludzie są takimi samymi frajerami, gdy np. przechowują jakieś dane, kalkulacje firmowe na Dysku Google, w chmurze, korzystają z pakietu Office w chmurze czy programów marki Adobe. Ty grasz, ale ta zawartość, przestrzeń wirtualna w żadnym calu nie należy do Ciebie. I nigdy nie należała. Ja na dwóch moich nicknameowanych kontach na Fb, które zna już nawet policja z racji przestępstwa, które w styczniu byłem zmuszony zgłosić na policję, używam jedynie do podglądania aktywności na około 100 grupach tematycznych gł. dot. Arduino, elektroniki, projektowania, kotów, różnych idle activity contents, nonsenownych różnych treści, abstrakcyjnych, jakiegoś takie przeorywania psychiki glitchem itd. Nic konkretnego i rzadko coś w odniesieniu do kogoś konkretnego. Na Facebooku gdy nawet do kogoś piszę, to jest to z automatu coś, co niezbyt prawdziwie traktuję i niezbyt poważnie, bo ta przestrzeń, podporządkowana interesom, siłowym oddziaływaniom marketingowym, gdzie jest rynek reklamodawców, komercyjnych dostawców treści, a nie użytkowników (klientów, odbiorców social media na dobrą sprawę).

Nie ma idealnych filtrów antyspamowych i dlatego zdecydowałem się bardzo szybko. Niemal po miesiącu od rozpoczęcia prowadzenia bloga wyłączyć możliwość komentowania. Tym samym uniemożliwiłem w sposób ostateczny trollowanie tego, o czym piszę i minimalizuję tą drogą szansę na patologiczne i długotrwałe w czasie negatywne zjawiska tj. stalking. Np. stalking rozwija się tam, gdzie dajemy przede wszystkim sami do tego możliwość. Mój blog jest mogę powiedzieć platformą antystalkingową. Jego forma jest doskonałym przykładem tego, jak dzielić się ze światem, a jednocześnie pozostawać w bezpiecznej odległości do interakcji, które mogą nas ranić, krzywdzić, uzależniać itd.

Do zliczania odwiedzin używam prostych wtyczek WordPressa, które od razu agregują proste dane ilościowe, nie dając mi dostępu do czasów wejść czy adresów IP. Mam też w to wgląd. Mam kontrolę nad rzeczywistą liczbą wejść, odwiedzin w tym sensie, że wiem, jaki adres i o której, ale dostęp do szczegółowych danych mam jedynie poprzez hosting, gdzie muszę się zalogować. Rzadko się loguję, nigdy nie importowałem jeszcze tej masy danych. To jest już big data. Mam wejść czasem tysiące jednego dnia. Nie przyszło mi nigdy do głowy, żeby je traktować jako źródło informacji o odwiedzających, filtrować, importować do programów analitycznych, choćby do MsExcel! Teoretycznie jest to możliwe, w praktyce nie obchodzi mnie to. Zadowala mnie to, co wiem ogólnie o liczbie odwiedzających. Wszelkie wnioski wyciągam na tej podstawie. Te informacje różnią się od informacji z loga, ale mnie satysfakcjonują. Nie przekłamują na tyle, że muszę weryfikować informacje. Oczywiście wiarygodne informacje mnie ZAWSZE interesują. Inaczej się pisze, gdy wiem, że trafiam do 1000 ludzi dziennie, a inaczej, gdy odwiedzą mnie 3 osoby. To chyba naturalne. Każdy chciałby wiedzieć orientacyjnie przynajmniej jaki ma zasięg. Ja nie mam motywacji jakiejś związanej z zabieganiem o popularność, posłuch. Jako wykładowca w SGH na studiach licencjackich, magisterskich i podyplomowych przez 3 lata miałem ponad 1000 studentów. Cieszyłem się wśród nich szacunkiem, uwagą, z jaką mnie słuchali, odnosili się do mnie. Nawet najbardziej zakompleksiony człowiek miałby szansę przez 3 takie lata wyleczyć się z największych kompleksów związanych z tym, jak jesteśmy odbierani. Ja sądzę, że jeśli je nawet miałem. Bo raczej u mnie niechęć do kontaktów z ludźmi jest po prostu wrodzona. Jestem taki Kimmer. Po angielsku Kimmer to odludek. Mówią Amerykanie „nie bądź taki Kimmer”. Nie bądź samotnikiem, odludkiem. To dobrze oddaje moją naturę. Ale gdy trzymam się z dala od ludzi, raczej lubię koncentrować się na sobie. I czasem tylko na innych. Ale niewiele potrzebuję tych interakcji. Szybko osiągam nasycenie interakcjami z ludźmi. A zatem przestymulowało moją psychikę bycie wykładowcą. Nie mógłbym być już w ogóle politykiem. A jeszcze dzisiaj np. być wykładowcą w sytuacji głupich i w praktycznym sensie martwych przepisów RODO? To byłoby trwonienie czasu. Użeranie się z duchem czasu. Przepisami, które się mnożą, są zasłoną dymną dla realnych problemów, z którymi równo rządy wszystkich krajów sobie nie radzą. I tym problemem są również hackerzy. Niektórzy z nich są nie mulitmilionerami, ale miliarderami dzisiaj. A psychikę nadal mają małego gnojka, który chce komuś zrobić na złość!

I do not use Google Analytics because this is personally shit for me. I use a few generic plugins from WordPress collection. Of ‚generic’ kind. These are solutions not of any known brands, are usually very simplified in functionality. If aggregate data like count visits to my blog in general, count visits to my pages, blog entries – it collects all the data in terms of single events of only facts of the page or entry was entered or not. 

Another common and universal tool I have access to is something that every advanced and good hosting provider gives this opportunity to . I have an opportunity to see all IP addresses and times of access to my blog in a form of endless list, database. But I can look up this resource only after logging to my hosting account and cannot aggregate it without any additional tool like script or even MS Excel! I do not import these data on my own due to not having time and seeing no sense in investigating and analyzing so called ‚big data’ in this case! I have thousands of entries every day! From my log comes even more thrilling premise than from stats from generic plugins for WordPress. So many visitors overwhelm me and I would never want to truly know who exactly they are. I would go crazy if I knew so much!

Z kim dzielę się danymi / With whom I can share your data

Nie dzielę się danymi. Z nikim.

I do not share these data or in case of criminal incidents or suspicious behavior I can share all log data with the police for criminal investigation when suspecting ‚an issue’ with data.

Jak długo przechowuję twoje dane jeśli w ogóle?

Mój blog nie jest komercyjny. Z wyjątkiem tego, co mogę udostępniać wyjątkowo za odpłatnością. Np. tłumaczenie mojego artykułu naukowego na język angielski dostępne jest odpłatnie. Jest to działalność naukowa, autorska, wymagała wysiłku, w dodatku zrobienie tłumaczenia. Za tekst w książce otrzymuję udziały w sprzedaży książki, ale tłumaczenie dostępne jest tylko za pośrednictwem bloga. Jeśli chcesz coś takiego kupić ode mnie, musisz oczywiście podać swoje dane do transakcji. Ale samą transakcję i obsługę płatności prowadzi zaufany serwis. W tym wypadku udostępniam płatność za pośrednictwem PayPala i to czy to zaufany pośrednik płatności, czy nie – o udostępnieniu swoich danych, zwłaszcza z karty kredytowej zdecyduj sam! Ja korzystam akurat z tego systemu płatności. Do mnie trafią pieniądze, gdy podasz wszystkie konieczne dane i rzeczywiście zapłacisz. Ja będę widział tylko podstawowe dane o kupującym (jeśli poda i poda prawdziwe). W tym wypadku jest to minimum danych, które ja widzę. I nie widzę danych związanych z obsługą płatności. Nigdy nie chciałem pracować w banku i zajmować się danymi innych ludzi. Lubię mieć wolną głowę, czyste sumienie i nie zastanawiać się, co muszę zachować w tajemnicy.

//Jeśli zostawisz komentarz, jego treść i metadane będą przechowywane przez czas nieokreślony. Dzięki temu jesteśmy w stanie rozpoznawać i zatwierdzać kolejne komentarze automatycznie, bez wysyłania ich do każdorazowej moderacji. Ale nie możesz zostawić komentarza. Zatem ten akapit dotyczy tylko sytuacji, gdy z jakiegoś powodu, choćby przez chwilę te komentarze będą możliwe.

//Dla użytkowników którzy zarejestrowali się na naszej stronie internetowej (jeśli tacy są), przechowujemy również informacje osobiste wprowadzone w profilu. Każdy użytkownik może dokonać wglądu, korekty albo skasować swoje informacje osobiste w dowolnej chwili (nie licząc nazwy użytkownika, której nie można zmienić). Administratorzy strony również mogą przeglądać i modyfikować te informacje. Nie rejestruję – ta część szablonu jest jałowa, martwa, bezcelowa w przypadku mojego bloga.

Jakie masz prawa do swoich danych

//Jeśli masz konto użytkownika albo dodałeś komentarze w tej witrynie, możesz zażądać dostarczenia pliku z wyeksportowanym kompletem twoich danych osobistych będących w naszym posiadaniu, w tym całość tych dostarczonych przez ciebie. Możesz również zażądać usunięcia przez nas całości twoich danych osobistych w naszym posiadaniu. Nie dotyczy to żadnych danych które jesteśmy zobligowani zachować ze względów administracyjnych, prawnych albo bezpieczeństwa.

Ale nie daję możliwości dostępu do takich treści, nie oferuję takiej platformy, gdzie możesz być użytkownikiem w dostarczanej przeze mnie przestrzeni. Ten wpis Ciebie nie dotyczy.

N/a

Gdzie przesyłamy dane

Komentarze gości mogą być sprawdzane za pomocą automatycznej usługi wykrywania spamu.

N/a

Twoje dane kontaktowe / Contact me

ethnomist@gmail.com 

Informacje dodatkowe

Jak chronimy twoje dane? How I protect your data?

Nie gromadzę danych, które zmuszony byłbym chronić.

I do not collect data that I would be obliged to protect.

Jakie mamy obowiązujące procedury w przypadku naruszenia prywatności danych. Procedures in case of data breach / leak.

Nie przechowuję, nie gromadzę. Jestem wolny od tego typu problemów.

I do not collect personal data, do not provide the register of account of any kinds of potential registered, logged users. I have no problems with leaks, breaches. Browsing my blog is 100% anonymous. It serves my need to speak my mind. This is my need like all of us have need to breathe.