Ja już osiągnąłem taki etap z Polakami w życiu, kilka razy, że wolałbym wyciągnąc broń, zamiast dyskutować

Jeśli na przykład Ewa Grzybowska, córka nauczycielki biologii, która miała fory w liceum, nie musiała się martwić o oceny, nagle radośnie dokonuje interpretacji moich myśli, zachowań, motywów. To nie wiem, co zrobić, żeby przestała. Zastrzelić jej matkę? Co się musiałoby stać, jakie nieszczęście, żeby przstała napierdalać i sugerować na mój temat cokolwiek i przez chwilę spojrzała, że z mojej perspektywy ten sam wydawałoby się świat, wyglądał zupełnie inaczej. Tam gdzie dla niej był sprawiedliwy, dla mnie był niesprawiedliwy. Mało tego nigdy nie czułem do niej sympatii. A co zrobiła szkoła? Podbudowała jej samoocenę na całe życie tak, że nigdy ta osoba nie zauważyła, że ja nie darzę jej sympatią. Ona jest dzisiaj chora psychicznie i zakłada, że każdy w jakiś sposób darzy ją jakimś szacunkiem nie wiadomo za co. Takie osoby zaczynają weryfikować swoje przekonania, głębiej testować rzeczywistość czasem dopiero wtedy, gdy stanie się krzywda im czy ich dzieciom i nagle jest rozpacz. Jak to? Dlaczego on mi to zrobił? Co ja mu zrobiłam. A pytanie jest raczej o to, ile osób cię chroniło, niszczyło innych, żebyś ty jedna miała lepiej w życiu? I co, da się bez końca narzucać porządek? Kto będzie kimś, a kto nikim? Nie. Raz czy drugi coś pierdolnie i będzie popłoch, a można było wcześniej się głębiej zastanowić nad rzeczywistością. Kim się dla kogo jest. I nie popełniać błędów. Jeśli ktoś czuje słuszną niechęć, ewolucyjną wręcz niechęć, to się nie spoufalamy, bo możemy w mordę dostać. Wtedy człowiek z natury, jeśli jest normalny, kilka razy częściej się zastanawia, czy jego zachowanie nie godzi w czyjeś granice. Bo jeśli ktoś jest obojętny, to z obojętnego może zamienić się w kogoś, kto jest wrogi. W środowisku, gdzie tego szacunku, dystansu nie było wyrasta monstrum bez wglądu. Bez świadomości własnych odczuć na setki tematów. Nie skonfrontowaną świadomością. I jest taka lunatyczna jazda psychotyczna donikąd. Zakłada taka osoba tysiąc rzeczy na temat tego, jak inni powinni ją odbierać, reagować, gdy ona w tym czasie nie zrobiła nic, żeby ułożyć sobie WŁAŚCIWE stosunki z innymi. To jest właśnie pogarda. To nie testowanie na każdym kroku, nie sprawdzanie, nie branie pod uwagi reakcji innych. Tylko wsio normalno. To jest bezczelność, chamstwo i zwykła polska patologia. Ale to czubek góry lodowej. Te granice przekracza się w Polsce na każdym kroku. Przyjmując założenia na temat innych, ignorując ich rzeczywiste odczucia, reakcje. Ale to jest na krótką metę. I rzeczywiste reakcje, to żadna polityka. Jeśli masz się odpierdolić, nie wpierdalać, nie odnosić, to po prostu masz. Bo nikt cię do swojego życia widocznie nie zapraszał. Ja nie mam siły wypraszać tysiąc razy. Po prostu mogę kiedyś zastrzelić.

Dzieci

To ciekawe doświadczenie, obserwować, jak osoba, która swojego czasu zajmowała bardzo poważne stanowisko w państwie, dziś zachowuje się trochę tak, jak zachowują się dzieci. W zasadzie jedna osoba czuje się urażona, ale trochę zbyt mocno. Dzieci tak często mają. Inna nic sobie z tego nie robi, co jest też pewną dziecięcą formą odreagowania. Można po zachowaniach zobaczyć, jakimi dziećmi byli ludzie, których to dotyczy, zanim osiągnęli odpowiedni wiek, czy dojrzeli do odpowiednich funkcji. Niewątpliwie było takie pokolenie na przełomie 89-90, które przejdzie do historii za pewną jedną rzecz. Gdy rozprawiano się z komunizmem, Polska rzekomo na gwałt potrzebowała nowych, „czystych” kadr. To wtedy zdarzały się przypadki, że Polską Agencją Prasową zaczął kierować chłopak ledwie po maturze. Ludzie czasem mają aż za dużo doświadczenia i to przeszkadza tam, gdzie trzeba sprawować funkcje bardziej formalne. Innym razem razi zupełny jego brak. Każdy na danym stanowisku może zdobyć jednak pewne doświadczenie. Myślę, że czystki PiS wzbudzają zazdrość, ponieważ obojętnie – doświadczeni czy nie – mają szansę zdobyć cenne doświadczenia, zyskują dostęp do wielu wrażliwych danych. Ta walka zawsze będzie niegodna. Tysiące razy w życiu chciałem się ugryźć w język. I tym razem też nie chcę napisać za dużo. Ale jednak wolę, gdy takie osoby zachowują się, jak dzieci, niż idą na noże. Gdybyśmy obserwowali twarde walki między osobami z kręgów takich instytucji, naprawdę można byłoby narobić w gacie z wrażenia. A tak jest w tym wszystkim też odpowiednia doza luzu. A to pokazuje, że jest już jakiś w społeczeństwie, w państwie dystans, rodzaj wypracowanego poprzez nowe doświadczenia bufora, że pewnego zadęcia, miejmy nadzieję już nie będziemy nigdy więcej obserwować. Trochę powagi tak, trochę poczucia humoru. Ale nic nie jest tak złowieszcze, nic zawiera w sobie takiej groźby totalitaryzmu, jak nadmierna powaga. Takich ludzi boję się zawsze i wszędzie. A a propos Żydów. Ja mam na temat Żydów zdanie, które jest bezpośrednią odpowiedzią na ich zachowanie. Nie pozwolę NIGDY na to, żeby jakiś Żyd, który kiedyś robił sobie kpiny ze mnie, próbował przekreślić moje osiągnięcia, karierę, żeby nagle próbował teraz obracać coś w żart czy się wybielać. I nie interesuje mnie też, czy jakiś inny Żyd widząc dzisiaj wagę niekiedy moich opinii, nagle postanowi bronić swoich, bo widzi, że teraz to się liczy. A kopał, jak się nie liczyło. Nie. Tak już kurwa NIGDY nie będzie. Mogę nigdy nie sprawować ważych funkcji ze względu na to, co mam na temat Żydów do powiedzenia. Ale wszystko to jest prawdą. Właśnie dlatego nie tylko nie jestem do dziś „samodzielnym pracownikiem naukowym”, ale wyśmiałem w ogóle taką drogę kariery. Za dużo osób wyznania mojżeszowego na swojej drodze napotkałem, które ociekały kpiną, zawiścią, otwartą nienawiścią w tej drodze. Aż zdałem sobie sprawę, czym jest nauka, kariera naukowa, czym są różne ścieżki kariery, jak nie wielokrotnie koniecznością odbywania nierównej, niegodnej walki z ludźmi, którzy znają naszą wiedzę, ale nigdy tego nie przyznają otwarcie, nigdy nas otwarcie nie uznają. Dla których to my musimy walczyć wiecznie o pozycję i zabiegać o to, by za osobę mającą wiedzę uchodzić. To rozpoznanie ze strony Żydów nie służy wzmacnianiu więzi międzyludzkich w nauce w ogóle, a wzmacnianiu swojej pozycji przeciwko tym, którzy tą widzę zdobywają, pozycję w nauce. I zwyczajnie nie trawię i nie toleruję Żydów. Liczy się dla nich tylko władza, pieniądz. Nawet, gdy widzą, że 100 razy z rzędu mamy rację, to nie przyznają nam racji ani razu, a tymczasem sami mają tytuły, obnoszą się z formalnie wyższym statusem intelektualnym, gdy są po prostu dnem. I ta patologia traktowania kogoś, jakby był nikim, dopóki nie dostanie tytułu naukowego, stanowiska to zwykła chujnia komuchów. Jak można było w Katyniu wymordować tylu inteligentnych ludzi, prof. Kotarbińskiego przesunąć z Katedry Filozofii do zwykłej pracy w bibliotece. Udwać, że wielu ludzi po prostu nie ma, że zwyczajnie nie istnieją, udawać otwarcie, że to, co mówią nie ma sensu, gdy trafia we wszystkie czułe punktu, w sumienie, często prosto w serce. Ale nie, trzeba zabiegać o te wieczne pozory tolerancji. Tolerancji wtedy, gdy jest to wygodne. A wtedy, gdy wyłączone są kamery i megafony, to znów wiadomo, kto jest śmieciem i nie awansuje, bo jest taki albo sraki. Bo ma takie a nie inne nazwisko. Bo jest nieśmiały, wycofany, bo nie umie się sprzedać. Gówno prawda. Ludzie wiedzą kto jest kim. Nie są i nigdy nie byli tacy głupi. Ja bym się bał występowania za często na forum publicznym, gdybym miał operować ciągle faktami. Pamięć jest zawodna, a rzeczywiście pomówić człowieka jest łatwo. A nikt nie lubi przyznawać się do winy. Nawet u plemienia Yoruba ludzie tak samo się wstydzą, gdy palną głupotę. Wywalają język ze wstydu. W tzw. cywilizacji jest właśnie gorzej. Ta presja na okazanie się profesjonalistą, wykazanie większej biegłości, kompetencji od innych jest zgubna. Ludzie nauczyli się udawać, że nie wiedzą co to wstyd. Że nie umieją się wstydzić. I brak wstydu, gdy wiem, że człowiek powinien się wstydzić jest też pewną formą oszustwa. Dopóki ktoś idzie w zaparte to w jakiś sposób podnosi napięcie, oczekiwanie. Gdy uda się pójść w zaparte do końca, to rzeczywiście przez jakiś czas jest efekt, że brak skruchy utożsamia się z pewnym zawieszeniem. Nie przyznał się = może ma jednak rację. I walka polityczna w Polsce to jest właśnie ten poziom absurdu. Życzyłbym dla dobra przyszłości tego kraju, żeby ludzie przypomnieli sobie, czym jest wstyd. I wstydzili się dokładnie wtedy, gdy mają powody do wstydu. Oszczędziłoby to pomówień, podejrzeń. Z drugiej strony są osoby takie, jak ja. Uciekają, bo boją się oskarżeń, pomówień, które właśnie są perfidne, rzucane z premedytacją, gdy ktoś inny wie, że są nieprawdziwe. Że nie oddają mojej natury, treści moich myśli, postaw, nie odzwierciedlają faktów, które miały miejsce. Uciekam albo okazuję wstyd, choć nie mam powodów do tego. Tak miałem wielokrotnie. I co się okazywało. Wiele osób jedynie na podstawie moich rekacji uznawało mnie winnym czegoś. To również patologia. Ludzie mają za małe rozeznanie w faktach. Szukają haków na nas jako na ludzi, a nie faktów. Dochodzimy do absurdów, że przykładowo wielokrotnie symulowałem sytuację, że jestem czegoś winny, żeby tylko zobaczyć, że komuś tylko o to chodziło, żeby mnie złapać na czymś, żeby powiedzieć „patrzcie, syn b. Posła jest winny”. Jestem po psychologii. Nie ważne, że to była psychologia kliniczna, że bardzo mocno interesuje mnie wymiar etyczny pracy psychologa. Ale słyszę zachęty „pierz mózgi”. I znów – gdzie rozeznanie w tym, jaki jestem, w faktach z mojego życia? Zero. Znowu jest walka na sądzenie po pozorach. W tym społeczeństwie nie było nigdy pewnego konsensusu, pewnych standardów co do tego, na czym opieramy się – na faktach, czy domysłach albo wręcz wymysłach, nie ma też czegoś takiego jak kredyt zaufania do człowieka, którego opinie mogą mieć pewną wagę ze względu na wiedzę czy postawę moralną. Dlatego właśnie, skoro kpina jest najłatwiejszym orężem, to proszę się nie dziwić, że ktoś taki, jak ja. Kto ma naprawdę dużą wiedzę, jak robi sobie kpiny, to nikt nie wie, czy to nie jest scenariusz na jakiś film w stylu D. Lyncha. Ale czy ja taki zawsze byłem? Nie. Moje zachowanie to odpowiedź na moją rzeczywistą wiarygodność, na rzeczywisty odbiór mojej osoby u innych. Moje zachowanie jest adaptacyjne. Ja się zawsze będę szybko przystosowywał do tego, co naprawdę jest. Choć z natury blisko mi do tego, jak być powinno. Jak wielu wrażliwym ludziom. Ale jednak wstydzić się powinien umieć każdy. Nie ważne czy z PiSu, czy doświadczony. Może tylko daw. komuniści, rozpasani, których kariera oparta była na zniszczeniu wszystkiego, co było wcześniej, bezkonkurencyjni po tym, gdy przemocą wymordowano zwyczajnie mądrzejszych. Ja nie miałem wyrzutów sumienia, gdy patrzyłem takiemu jednemu schorowanemu już komuniście w oczy. Kłamał i pomawiał samym spojrzeniem. Jego spojrzenie było ochydne. Człowieka który zdolny jest do wszystkiego. Nawet wystąpienia w Katedrze Polityki Gospodarczej przygotowywał tak, żeby pierdolnąć najmocniej w coś, co akurat przeżywałem najgłębiej. Przeżywałem coś bardziej w życiu osobistym, to przygotował sobie wystąpienie o tym, że w Japonii kryzys ekonomiczny się zaczął, bo akurat zezwolono na to, żeby ludzie zawierali małżeństwa z miłości, a nie jak wcześniej, gdy pracodawca decydował. Taki był poziom schamienia, SKURWIENIA profesora Kaji w SGH. Był starą komunistyczną szmatą i kurwą, która czekała aż ktoś sięz czymś odsłoni i jeb. Jak stary niedojeb i cep trzymający przy wejściu do kostnicy deskę z gwoździem. Wchodzisz, niby na zebranie, a on już czeka i jeb. I pokazałem mu, że dla MNIE to jest on zwykłą kurwą, szmatą, niedojebem. Raz wziąłem do ręki jego książkę do polityki gospodarczej i co tam było? Jakieś analizy? Tabelki, wykresy, wyliczenia, optymalizacje? Nie kurwa! Przez 100 stron na każdej jednej stronie krótkie zdania jak u ćwierćinteligenta w stylu „A Pawlak to czy tamto i sramto”, „Rząd Pawlaka to tamto, bo sramto!”. Tak wyglądał dyskurs naukowy. I na zebraniu, gdy miałem prezentować koncepcję rozprawy doktorskiej jedyna uwaga do mojej rozprawy, choć jakieś 15 lat od czasów ostatniego rządu Pawlaka – Pawlak to bo tamto bo sramto. I mi wystarczyło. Pokazałem mu że jest zwykłym śmieciem. Odpuściłem sobie ten doktorat, bo to śmiech. Co z tego, że prof. Marczewski. Ale zwyczajnie śmiech, że taki komunista, jak ten Kaja wzbudzał taki respekt, podziw, jaka to cisza była na zebraniach w oczekiwaniu na jakąś myśl, wskazówkę. Niektórzy analizowali każde spojrzenie. A moje spojrzenie było pełne drwiny i pogardy. Dziad trząsł się ze strachu na korytarzu w bud. przy Madalińskiego, jak mnie mijał. Przypomniał sobie, jak to jest, że trzeba się komuś ukłonić z szacunkiem. Przypomniał sobie. Nauczyłem starego komunistę! Przypomniałem mu czym jest szacunek człowieka do człowieka. A nie perwersyjne kpiny i gry. Czy wkręcę gówniarzowi czy nie wkręcę. I był chory, schorowany. A jeszcze przestraszył się mojej wściekłości. Może otworzyło to cały rezerwuar jego lęków. Widział pewnie zawsze wiele emocji, reakcji. Ale bywało, że był ponad. A zobaczcie, przyszła starość, zmienił się system i do głowy tego dziada wszystko dotarło, że chodził na ugiętych nogach. No i zmarł. Czy jest w tym moja wina? O czym mu przypomniałem, o czym zapomniał, że mu pokazałem, kim jestem, jak wygląda poczucie godności, stosunek do samego siebie, co człowiek wyrosły na plecach komunizmu nie pojmował. Tam się wiecznie ktoś uginał, doginał do kogoś silniejszego. Zawsze ktoś silniejszy kreował niesprawiedliwość, zawsze ten, co mądrzejszy był eliminowany. Nie było pozycji, statusu intelektualnego, opartego na jakiejś naprawdę długiej tradycji, kulturze. I on na starość nie umiał się zachować. Nie wiedział, czy się mi kłaniać, czy przemykać. Nie rozumiał tego, co myślę w ogóle sam o sobie. Dlaczego? Bo sam był złamany. Złamany chuj dostosowuje się tylko do reguł siły, na zasadzie przystosowania. Niewiele rozumieją z prawdziwej kultury, wartości, godności, tak doszedł do czegoś, ale ta niewiedza, ten prawdziwy rys charakteru wyszedł z niego na starość. I dopiero tego wystraszonego zwierzęcia zrobiło mi się szkoda. Uwolniłem go od tej obłudnej maski zboczeńca i być może po raz pierwszy w życiu pokazał komuś szczerze, uczciwie, że czegoś nie rozumie, że być może się mnie boi. Uwolniłem go od kłamstwa. Bo on był za słaby, żeby samemu się od tego uwolnić. I wielu ludzi wychowanych w PRL ma z tym problem. Również z PiSu. Nie sięgniemy za głęboko. Tocząc walkę o dobra osobiste nigdy nie dotrzemy do istoty tego, co jest ważne, czym jest naprawdę godność ludzka. I przede wszystkim, jak ważne powinny być dla nas nie tylko Polaków, ale ludzi – fakty. Że kłamstwo, pomówienia niszczy ludzi, niszczy kręgosłupy, życiorysy. Mi tak nauczyciele niszczyli życie. Gdy im się podobało stawiali mi 5. Gdy nie uczyłem się ulegać, bo miałem jakiś stały zestaw wartości, to oceny były, jak tęcza 2,3, nagle 5, a potem znów 2, 2. U tych, co się bardziej bali miałem same trójki. Zawsze sposób się znalazł. Raz napisałem jakiś sprawdzian z genetyki u nauczycielki Zawady. Temat dopiero mnie zainteresował, ale nauczyłem się. Pisałem jednak na ostatnią chwilę. Ostatni tydzień przed przeniesieniem z powrotem do Puław. Oddaje sprawdzian – ja patrzę a ocena 2. Podchodzę, pytam – pokazuję, że wszystko rozumiem. I tu coś bezmyślnie przekreślone, pokazuję, tłumaczę i no rzeczywiście. Ale dlaczego taka ocena? I już baba zamiast przyznać rację, idzie w zaparte, że ocena zostanie bez zmian. Po prostu neurotyczna Żydówka jak raz już sobie mnie wypozycjonowała, to nie chciała zmieniać ogólnie całego schematu w głowie na mój temat. I co, może Żydzi są tacy obiektywny, prześladowani mają w sobiewięcej empatii! Kto by pomyślał, nic ze szpiega, mściciela, ale właśnie wzór empatii. Żydzi to chodząca empatia! GÓWNO PRAWDA. Żyd ZAWSZE instynktownie wie, komu dojebać. Po prostu wie. Wie dobrze, kto kogo mu przypomina. Coś mu się nie podoba i jeb. Tam nie ma wartości, bo to jest Żyd! Miałem być dla kogoś orłem to byłem. Innym razem dla kogoś głąbem, też byłem. Nauczycielka się czasem zakochiwała prywatnie, ale jako nauczycielka udawała, że musi być surwosza niż do kogokolwiek, żeby nie wyszła przypadkiem sympatia. Całe moje liceum tak wyglądało. Gdyby nie psycholog w Lublinie, uwierzyłbym, że jestem nawet kosmitą. Nic stałego, żadnego obiektywnego kryterium. Każda ocena oparta na jakimś uprzedzeniu, uznaniu. A im więcej mówiłem, protestowałem, tym bardziej uważano, że manipuluję nimi. Komedia. Ludzie tak bardzo nie chcą czasem przyznać się do winy, do błędu i to jest stałe dla wszystkich. Trzeba byłoby dostać w życiu tak wiele, jak ja żeby naprawdę zacząć to rozumieć. Ale ja wiem też, kiedy człowiek powinien zdechnąć. Dla mnie człowiek od polityki gospodarczej, który życie zbudował na pomówieniach, kalumniach, mógł zwyczajnie zdechnąć. Bolało go to, co myślę. Ale ja już myślałem to, co myślałem. Jakiego go odkryłem, a miał całe życie, by choć przez chwilę pokazać, że jest dobrym człowiekiem. Całe życie go co innego interesowało. I podsumowałem go jednym spojrzeniem raz, jak przechodził. Okazałem tak zwierzęcą pogardę, że nie wiedział gdzie się schować. Górnicy z kopalni wujek nie mieli nawet możliwości okazywać nikomu pogardy. Zginęli od strzałów tak, jak niedawno 21-latek uznany od razy przez kierownictwo policji za dealera! Byli zawsze tacy, co byli skazani na pogardę, ale od pogardy nie umierali! Umierali od bolesnych ran od ostrej amunicji z karabinu! Prof. Kaja jeśli zmarł również z powodu mojej pogardy, zmarł tak naprawdę od tego, co w obliczu mojej słusznej pogardy, powiedziało mu jego własne sumienie! Jeśli od czegoś zmarł, to od świadomości tego, kim był przez całe życie. Jako kto dożywał resztek dni nie rozumiejąc do końca zbyt wiele z tego, co było w nim złe jako w człowieku. To komfort bycia zarozumialcem, bufonem, ignorantem. Komfort, którego nie mieli górnicy, komoft, którego nie miał 21 latek z Konina. Wtedy policja używała określenia ogólnego chuligani. Dzisiaj używa tego samego określenia! Kto nie nosi odpowiedniego płaszcza, komu nie wiwatują, nie salutują – o ten może być chuliganem! Nie ma kryterium wartości człowieka nadal w godności, nie ma poczucia wartości tego, kto jest człowiekiem, kto zasługuje na bycie traktowanym ze wszystkimi honorami, jak po prostu człowiek. Tego nie ma dzisiaj policja! Nie ma. Powtarzam nie ma tego w policji. Skądś ta pogarda się wzięła. Była za komuny, jest i dzisiaj! Ale nie ze mną te numery. Ja naprawdę każdemu, kto tego nie rozumie, dokładnie wytłumaczę, co to znaczy być człowiekiem. Poniewierali mną nauczyciele z Ryk, ośmieszali politycy. Był i czas, że subtelniej, ale równie uciążliwie naukowcy, nawet wtedy, gdy tak wiele osiągnąłem jako naukowiec. Tylko własną pracą. Ta pogarda to coś głębszego. Gardzić może każdy i może gardzić każdym. Powód może być dowolny. Ten, co się ustawi jako sędzia, gardzi tym, kto nie jest sędzią. Ten, kto ileś osób upierdolił za przeproszeniem na maturze, to był zawsze ktoś, gardził tym, kto w jego ocenie był nieukiem. A ja co? Czy osiadłem na laurach? Nie. Nadal jestem gotowy szacunku nauczyć dosłownie każdego. Nawet cię kurwa ze szpitala wyciągnę, jak będzie trzeba, a nauczę, jak nadal nie rozumiesz, co to znaczy szanować człowieka. I zrobię to ZA DARMO.

The little charm and the beauty of luridness

Don’t let yourself be hurt this time
Don’t let yourself be hurt this time
Then I saw your face
Then I saw your smile
The sky is still blue
The clouds come and go
Yet something is different
Are we falling in love?
Don’t let yourself be hurt this time
Don’t let yourself be hurt this time
Then your kiss so soft
Then your touch so warm
The stars

 

Nauka skoków narciarskich

Jeśli ktoś chce się nauczyć skakać na nartach, to moja znajoma – Aneta w Pasekach nad Jizerou, która normalnie prowadzi zapisy na naukę jazdy na nartach, snowboardzie, czasem wyjżdża z grupą dzieci, które chcą się uczyć skakać na kilka godzin do Harrachova. I w Harrachovie kilka godzin uczy dzieci na skoczni, po czym wraca normalnie do pracy tam, gdzie jest na co dzień. Mówię o Pasekach, bo to miejsce upodobane przez ludzi z Dolnego Śląska. Jest nawet legenda, że pierwszym narciarzem w Pasekach był weterynarz z Bolesławca. Starsi ludzie go pamiętają. Znam w tej miejscowości takich specjalistów od kolei liniowych, co stawiali wyciąg nawet na Litwie! To mała, położona na uboczu miejscowość, ale jest tam ogromne zagęszczenie specjalistów wszelkiej maści od sportów zimowych na metr kwadratowy. Zwłaszcza zimą. Pozory mylą i wiele osób nie zdaje sobie sprawy, że górska miejscowość, gdzie jest dużo drewnianych domków może się poszczycić ludźmi wykwalifikowanymi do wszelkich specjalności, które są potrzebne, by utrzymać infrastrukturę narciarską, nauczyć sportów zimowych. I ja sam uczyłem tam w 2017 roku czeskie dzieci. Głównie czeskie. Skoki narciarskie dla Czechów, w świetle moich obserwacji, to nic wielkiego. To coś, czego po prostu uczy się dzieci tak, jak w Polsce uczy się jazdy na nartach. Ta cała ekscytacja Polaków wokół Małysza, Stocha, Żyły jest dziwaczna. Jest taka narodowa pompa, zadęcie. A zobaczcie, zdarzył się wypadek, zobaczcie, jak wygląda jego twarz. Wypadki się zdarzają. Jakbyście podchodzili do tego wszystkiego normalnie, jak ludzie, a nie jakieś wiwatujące, wiecznie podminowane zwierzęta, to ten chłopak dzisiaj może czułby trochę mniej wstydu za to, co się stało. A tak jest ikoną, figurą narodowego sportu. Widziałem jeden śmiertelny wypadek w lotnictwie sportowym, gdzie pilot Lech Marchelewski miał bardzo bliską, „efektowną” mijanką pożegnać się z karierą pilota – członka zespołu aktrobacyjnego. Zamiast tego pożegnał się z życiem i pozbawił życia, bo nie można tej brawury nazwać tak do końca wypadkiem. To było raczej tak, że wówczas 26 latkowi powiedział „słuchaj chłopie, ty lecisz tak, a ja cię tu przetnę, no bo tak. Masz lecieć tak prosto, gówniarzu, słyszysz?”. I gówniarz z lotniska Przylep leciał, jak mu kazano, a wielki solista as, jak pierdolnął, to ja zdążyłem zacząć jeść Telepizzę, tuż przed ogrodzeniem na trawie w Radomiu i nagle tylko drzazgi, widziałem, ludzkie ciało spadające z niedużej wysokości. Tak samo takie zwłoki wyglądają, jak lecą z góry, jak te zwłoki maltretowane przez Rosjan, na filmie, który jest pod linkami w jednym z moich poprzednich wpisów. Widać było, że nie spada już żaden kaskader, ale ludzkie zwłoki. Odgłos uderzenia głuchy, bo ostatecznie samoloty firmy Zlin w dużej części wykonane są też z drewna. I najpierw spadało ciało mniej niż 100 m ode mnie. A za nim samolot z jednym skrzydłem kręcił się wokół własnej osi i opadał tak trochę poetycznie, jak liść. Gdybym nie wiedział że to wypadek, to patrzyłbym na to też trochę, jak na widowisko, które ma pewną unikalną estetykę. Choć to były sekundy, to mam w pamięci to zdarzenie tak, jakbym rejestrował to klatka po klatce. Zabawy z wysokością to poważna sprawa. I każdy powinien to wiedzieć. Nie ważne czy stoisz na moście, na peronie, uczysz się latać motolotnią, szybowcem, balonem, skaczesz na desce, deskorolce, nartach. W każdym zadaniu zawierającym element akrobacji, utraty kontaktu z ziemią, do której wyrośliśmy, żeby po niej chodzić, to jest zwiększone ryzyko i sytuacja nienaturalna dla człowieka. Dowodem tego są zaburzenia pracy mięśni i zaniki tej tkanki u astronautów, choroby demienilizacyjne osób, które mają za mało ruchu i ich myślenie jest mocno zablokowane, bo już dawno nie pamiętają, że mają w ogóle zmieniony nastrój i percepcję siebie, bo np. środowisko pracy tak manipuluje człowiekiem, że traci instyktownie poczucie, kiedy ten ruch byłby potrzebny. A ruch, do jakiego jesteśmy stworzeni to chodzenie, bieganie, wspinanie się. Ale tam, gdzie tracimy kontakt z podłożem, zaczynamy świadomie oszukiwać nasze instynkty, intuicje. Ufamy temu, co rozwijamy podczas treningu. Ale to nie są naturalne umiejętności dla człowieka i nigdy nie będą. Nigdy nie będziemy ptakami i tak wygląda człowiek, który na chwilę o tym zapomniał, a potem zderzył się z brutalną rzeczywistością.

My new video project

Stay tuned to mikepolanski/video

I work on a few new ideas simultaneously. I capture some video. But I cannot say how much time it may consume from my initial idea revelation till I capture all satisfactory scenes and put all my ideas as pieces of video altogether. This is the idea I hesitated to publish. But I realized that even not completed is somehow worth to show. Because even in such stadium of progress it unveils some aspect of my way of seeing things. I do not publish too many more pro videos so maybe this is just an attempt to show something more for now. I have many things completed. And many to complete. But my new contents may come with leaps. Do not expect something just immediately one after another. There is some incubation needed. Like I was commenting a lot on Facebook and then one day I created whole blog to cover what just social media wasn’t private and sufficient platform for my own requirements. With videos is the same. Here WordPress has significant limitations that irritate me. On the other hand YouTube is not my way of how I want to present myself. Maybe I will travel from village to village with my own cinema…